piątek, 15 sierpnia 2014

La verdad.

Barcelona, luty 2014

                Siedziałam w kawiarni w centrum, niedaleko przedszkola Miguela. Za 10 minut miałam umówione spotkanie z detektywem. Dzwonił rano z wiadomością, że poustalał już wszystko, co miał. Popijałam kawę, gdy w pomieszczeniu zjawił się pan Rodriguez. Starszy mężczyzna w okularach, z widoczną siwizną wśród czarnych włosów.
- Dzień dobry pani Briseño. – uśmiechnął się i podał mi rękę – Mam wszystko, o co Pani prosiła.
- Dzień dobry, bardzo się cieszę. Proszę usiąść.

- Przyznam, że Pani zlecenie było wyjątkowe. Pan Sánchez, jak Pani dobrze wie, gra w FC Barcelonie, codziennie ma treningi w ośrodku treningowym. Udało mi się ustalić jego godziny pracy. Wieczorami odwiedza on kluby, najczęściej RAZZMATAZZ, OPIUM, CATWALK i LA TERRRAZZA. Idzie tam około godziny 22 może 23, wychodzi koło 3. Zazwyczaj z jakąś Panią przy boku. Pan Sánchez nie jest w stałym związku, bardziej chodzący playboy. Co tu jeszcze? Aha już wiem. Mieszka on przy Carrer de Llull 238. W teczce ma Pani zdjęcia, plan dnia i dokładny adres. Wydaje mi się, że to wszystko.

- Dziękuję, naprawdę bardzo Panu dziękuję. Pieniądze już przelałam na konto. – uśmiechnęłam się.

- Powiem Pani, że nigdy jeszcze nie śledziłem piłkarza. Na długo zapamiętam tą sprawę. Niestety muszę już iść, nowe zlecenie czeka. Dziękuję za współpracę. Do widzenia.

- Do widzenia. – powiedziałam i detektyw Rodriguez wyszedł z kawiarni. Szczęśliwa, że mam to, czego chciałam upiłam resztkę kawy i pojechałam po Migiego do przedszkola.

***

                Późnym popołudniem, gdy mój synek bawił się zabawkami do domu wrócił Rodrigo. Ubrany w elegancki, granatowy garnitur, a na wierzch szary płaszcz. Ostatnie dni w Barcelonie były bardzo pochmurne, co chwile padało wiał silny wiatr.

- Wróciłem, przepraszam, że tak późno, ale spotkanie mi się przedłużyło. – powiedział, gdy wszedł do kuchni gdzie przygotowywałam obiad. – Hej siostra. – pocałował mnie w policzek.

- Hej braciszku. Kolacja zaraz będzie gotowa.

- To świetnie, bo głodny jestem. Pójdę się tylko przebrać. – powiedział i skierował się do Migiego – Cześć szkrabie, jak było w przedszkolu? – pogłaskał go po ciemnych włosach.

- Dobrze. Bawiłem się z Rafą. – odpowiedział z uśmiechem.

- Super. – skomentował Rodrigo i poszedł do swojego pokoju.

                Siedzieliśmy przy stole i zajadaliśmy się zrobioną przeze mnie zapiekaną. Rodri opowiadał, co słychać w pracy, mówił, że rodzice dzwonili z Kanady. Przenieśli się tam niedawno z Dominikany. Odkąd podróżują po świecie minęło już 7 lat, w Hiszpanii są na święta w grudniu i na początku wakacji. Łącznie kraju są z miesiąc. Jest to akurat czas między przeprowadzkami. Od stycznia do czerwca mieszkają tu, a od lipca do grudnia tam. Były już Chiny, Australia, Brazylia, Włochy, Kolumbia, Anglia, Katar, Japonia, Nowa Zelandia, Niemcy, Dominikana i teraz Kanada. Co jakiś czas dzwonią, pytają się, co u mnie, Migiego, Rodriego, jak życie i tak dalej? Miguela poznali dopiero, gdy ten miał siedem miesięcy. Wcześniej nie mieli czasu żeby przyjechać zobaczyć swojego wnuka. Byłam na nich strasznie wściekła, nigdy nie miałam nic przeciwko ich wprawą po całym świecie. Ale czasami zachowują się jak nieodpowiedzialne nastolatki.

- Jak w pracy? Cały dzień zdjęcia robiłaś? – zapytał mój braciszek.

- Niekoniecznie. Pokaże Ci coś. – wstałam i wyjęłam z torebki teczkę, którą dostałam od detektywa. – Otwórz. – powiedziałam podając mu ją. Rodri spojrzał na mnie z zaciekawieniem i  zrobił o co prosiłam. Przeglądał wszystko bardzo dokładnie, po chwili milczenia powiedział

- I co zamierzasz z tym zrobić? Chcesz pojechać do niego i co? Wpaść mu w ramiona? Przecież to chodzący łajdak wyrywający panienki na jedną noc. – powiedział podwyższonym głosem.

- Przestań. Najwyższy czas żeby dowiedział się, że ma syna. Niedługo Miguel zacznie pytać o ojca i co mu powiem?

- Że Cię zostawił i że nie zasługuje na was. – odpowiedział całkiem poważnie.

- Chce żeby mały miał ojca. Zrozum… – westchnął – Muszę teraz to przemyśleć, jak i kiedy go poinformować. Zobaczymy. I nie denerwuj się już. Będzie dobrze.

***

Miesiąc później…

Po wczorajszej, długiej rozmowie z Rodrigo zdecydowaliśmy, że dzisiaj pojedziemy do Alexisa. Tego dnia nie poszłam do pracy, cały dzień zastanawiałam się, co mu powiem. Żeby rozładować nerwy, po powrocie z przedszkola poszłam na siłownie. Dało mi to jakąś dodatkową siłę. Dość wcześnie odebrałam Migiego, zrobiłam mu obiadek i czekaliśmy na mojego starszego brata. Gdy mały bawił się samochodzikami w salonie, poszłam się odświeżyć. Wzięłam zimny prysznic, wymalowałam się, założyłam jeansy i beżową koszulę. Najpotrzebniejsze rzeczy włożyłam do brązowej torebki Michaela Krosa, którą kupiłam sobie na urodziny. Zawsze o takiej marzyłam. Godzinę po powrocie Rodrigo do domu zaczęliśmy szykować się do wyjścia. Przebrałam Migiego w ciemne jeansy, białą koszulkę z dinozaurem i czerwone conversy.

- Jesteś pewna, że tego chcesz? – zapytał Rodri biorąc Migiego na ręce.

- Nigdy nie będę tego pewna. Ale później zabraknie mi odwagi. Jak nie dzisiaj to nigdy. – uśmiechnęłam się do niego i zwróciłam się do synka – Migi, pojedziemy teraz w jedno miejsce, mamusia musi z kimś porozmawiać, dobrze?

- Tak. – dopowiedział i uśmiechnął się.

- Załóż mu ją. – poprosiłam Rodrigo podając mu granatową kurteczkę małego. Sama założyłam beżowy płaszcz z jasnym futrem wokół szyi. Gotowi wyszliśmy z domu i wsiedliśmy do samochodu.


***


                Zapukałam do dużych, dębowy drzwi. Po chwili otworzył mi je ten sam, uśmiechnięty od ucha do ucha, niesamowicie przystojny facet, którego poznałam kilka lat temu.
- Alexis… - wyszeptałam na jego widok.
- Tak to ja, Alexis Sánchez, bardzo mi miło.  W czym mogę pomóc pięknej Pani? – zapytał z błyskiem w oku.
- Nie poznajesz mnie, prawda?
- A powinienem? – odpowiedział zdziwiony.
- Tak. Pamiętasz wakacje we Francji, w lipcu 2009 roku? – na te słowa jego mina zupełnie się zmieniła. Wyrażała ciekawość i niepewność.
- Míre? – zapytał, a ja przytaknęłam. – Tyle lat… Co tu robisz?
- Uznałam, że powinieneś kogoś poznać. Miguel chodź do mamusi. – powiedziałam patrząc w głąb korytarza. Po chwili podbiegł do mnie mój mały skarb i wspiął się na moje ręce. – To jest Miguel. Nasz syn. – mówiłam spoglądając na piłkarza. Alexis nic nie odpowiedział, jego oczy nie mówiły nic. Stał oparty o framugę i patrzył się na nas swoimi czekoladowymi oczami. – Synku, biegnij do wujka, mama zaraz przyjdzie tylko jeszcze chwilkę porozmawia.  – powiedziałam odstawiając Miguela na ziemię. – Alexis, wiem, że jest to dla Ciebie szok. Nie chcę Ci niszczyć życia. Chociaż teraz pewnie to robię. Ale ty moje zniszczyłeś prawie 5 lata temu, więc chyba jesteśmy kwita. Nie oczekuję, że stworzymy teraz kochającą rodzinę. Jeżeli zechcesz, jestem gotowa zrobić testy na ojcostwo. Nie oczekuję od Ciebie niczego. Nie chcę pieniędzy, dajemy sobie radę. Po prostu chciałam żebyś wiedział, że stąpa po ziemi Twój syn, że jest na nim cząstka Ciebie. To jest mój numer, jeżeli będziesz chciał się spotkać z Migim, poznać go to zadzwoń. Jeżeli nie, to zapomnij, tak jak pięć lat temu. – powiedziałam podając mu wizytówkę. - Tylko pamiętaj, jeśli się zdecydujesz zaistnieć w jego życiu to nie pozwolę Ci z niego zniknąć tak jak z mojego. Nie pozwolę Ci go skrzywdzić. Nie pozwolę… – skończyłam swój monolog i ruszyłam w kierunku windy. Usłyszałam tylko dźwięk zamykających się w drzwi. Przy windzie czekał na mnie Rodrigo z Miguelem. Przytuliłam mocno do siebie mojego skarba, spojrzałam na Rodrigo a ten posłał mi potrzepujące spojrzenie.
- Mam to już z głowy. Czuję się wolna, teraz decyzja należy już tylko do niego.
- Chodź siostra, wracamy do domu. Dość wrażeń jak na jeden dzień. – powiedział.
- Mamí? Te quiero mucho. – powiedział słodko Miguel i dał mi buziaka.

- Ja też Cię kocham synku. Bardzo mocno, najbardziej na świecie. Jesteś tylko mój. Nie pozwolę Cię skrzywdzić, nikomu.

-----------------------------------

I jestem już po obozie i mamy nowy rozdział. ;) Krótki, końcówka jest prologiem i tak dalej, ale musiałam to jakoś wpleść. Zmartwiła mnie trochę mała liczba komentarzy pod poprzednim rozdziałem, ale mam nadzieję, że jest ona spowodowana brakiem czasu u was z powodu wakacji, a nie dlatego że już wam się nie podoba ta historia. :c 
A jak wam mijają wakacje? ;3


Do następnego,
Ines ;*

czwartek, 31 lipca 2014

Desesperación

Barcelona, sierpień 2009

            Obudziły mnie promienie słoneczne świecące mi prosto w oczy. Kilka razy pomrugałam i zobaczyłam postać siedzącą na brzegu mojego łóżka. Miałam nadzieję, że to Alexis, lecz po chwili okazało się, że jest to mój braciszek. Był smutny i lekko podenerwowany, a wynikało to z tego, że zacięcie obgryzał skórki od paznokci.
- Siostra, nie wiem, co tu robisz i chyba boję się zapytać. – powiedział gdy zobaczył, że się obudziłam.
- Wróciłam szybciej. – odpowiedziałam krótko bez żadnych emocji. Nie chciałam mu streszczać ostatnich dni mojego życia. Wstałam z łóżka i skierowałam się do kuchni żeby zrobić sobie kawę. Spojrzałam na zegarek, było już dawno po dziesiątej. Rodri od prawie dwóch godzin powinien być w pracy. – A ty nie w robocie?
- Wziąłem wolne. To przez niego wróciłaś prawda? Skrzywdził Cię? – stał w progu kuchni i przyglądał się każdemu mojemu ruchowi. Czułam, że łzy znowu napływają mi do oczu. Ręce zaczęły mi się trząś, odłożyłam kubek na blat i zrobiłam kilka kroków w stronę Rodrigo i mocno go przytuliłam. W palcach zaczęłam ugniatać jego koszulkę, a łzy powoli tworzyły mokrą plamę na popielatym materiale. – Cichutko… Uspokój się i spójrz na mnie. – powoli uniosłam głowę – Nie płacz. – starł łzę z mojego policzka. – Co ten drań ci zrobił? 

- Zostawił mnie… Wyjechał bez słowa.. – powiedziałam łamiącym się głosem. Rodri nic nie odpowiedział tylko mocniej mnie przytulił. – Nie mam już siły rozumiesz? Kocham go, tak bardzo go kocham.. Nie potrafię wyobrazić sobie życia bez niego. Przy nim czułam się bezpiecznie, czułam się najpiękniejsza i najważniejsza. – mówiłam, a łzy spływały po moich policzkach i szyi. – Pieprzone Saint-Tropez, pieprzone Chile, pieprzeni Chilijczycy! – krzyczałam uderzając brata po klatce piersiowej.
- Mire, to co powiem uznasz za największa głupotę. I pewnie powiesz, że nie mam pojęcia co czujesz. Może i masz rację, ale jesteś moją małą siostrzyczką i nie pozwolę Cię skrzywdzić, nikomu. – wyraźnie zaakcentował ostatnie słowo. – Musisz o nim zapomnieć. Wymaż go ze wszystkich wspomnień. Nie myśl o nim. Zostaw go w Saint-Tropez i wróć do dawnego życia w Barcelonie.
- Rodri, ale ja nie potrafię.
- Potrafisz. To trochę potrwa, ale dasz radę, bo jesteś silna. – uśmiechnął się delikatnie – A teraz to połknij i wypij, uspokoisz się trochę. – podał mi kubek z jakimś napojem i dwie tabletki.

***

Rodrigo się mylił, nie jestem silna, nie potrafię zapomnieć o Alexisie. Może nie chcę? Całe dni siedzę w domu i wpatruję się tępo w ścianę. Najcichszy dźwięk mnie drażni. Braciszek codziennie szprycuje mnie tabletkami uspokajającymi i nasennymi. Każdej nocy budzę się zapłakana z krzykiem. Z domu nie wychodzę, bo po co? Widzę jak Rodriemu brakuje już sił i pomysłów na przywrócenie mnie do życia. Już kilka razy próbował przekonać mnie do wizyty u psychologa, uważa, że tam mi najlepiej pomogą. Stara się być opanowany i nie krzyczeć na mnie, ale pewnego dnia nie dało się już inaczej.

Leżałam w pokoju wpatrzona w sufit, a Rodrigo w kuchni przygotowywał obiad i słuchał radia. Nagle usłyszałam naszą piosenkę, „High” Jamesa Blunt’a. Wpadłam w szał połączony z histerią, zaczęłam krzyczeć. Wbiegłam do kuchni i próbowałam wyłączyć urządzenie. Żaden guziczek nie działał, chwyciłam radio i zrzuciłam je z półki. Gdy leżało na podłodze zaczęłam w nie kopać. Po chwili było już tylko kupą plastiku i kabelków. Z bezsilności położyłam się na podłodze obok niego i zaczęłam płakać.
- Co Ci to biedne radio zrobiło? Mire, ty musisz się leczyć. Ja już nie mam siły na Ciebie. Próbuję Ci pomóc, ale nie potrafię! – krzyczał. Spojrzałam z przerażeniem na niego. – Przepraszam. – wyszeptał. Wstałam i pobiegłam do swojego pokoju, po drodze z hukiem zamykając drzwi.

***

            Kolejny dzień siedziałam na kanapie i wpatrywałam się w pusty kąt. Czułam się nikim. Zostawił mnie samą, bez słowa wyjaśnienia. Została mi po nim jedynie kartka i jedno zdjęcie. Nadal go kocham, wiedziałam, że nastanie moment, w którym będziemy musieli się rozstać. Ja musiałam wrócić do Barcelony, on do Udine. Ale to nie tak miało wyglądać. Cierpiałam, strasznie cierpiałam. Wraz ze zniknięciem Alexisa umarła cząstka mnie. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz się uśmiechałam. Mój dzień był jedną, wielką rutyną. Wstawałam, ubierałam się w stary dres, jadłam śniadanie, siadałam na kanapie, oglądałam telewizje, wieczorem znowu coś jadłam i szłam spać. Nie raz Rodrigo próbował wyciągnąć mnie na miasto, na zakupy, na imprezę. Jednak nie miałam na to siły. Nie byłam gotowa na kontakt ze światem zewnętrznym. Po wielu próbach przekonał mnie żebym poszła do psychologa. Byłam już po dwóch sesjach.  Mam wrażenie, że w ogóle mi nie pomagają, wręcz przeciwnie znowu muszę to wszystko sobie przypominać. Chodzę tam tylko dla Rodriego.
- Mire, musze jechać na chwilę do pracy, później podjadę jeszcze po zakupy. Kupić ci coś? – zapytał.
- Nie, nic nie potrzebuję. – odpowiedziałam wpatrując się w krajobraz za oknem.
- Siostra wróć do nas. Nie zamykaj się w sobie. On nie jest wart tych łez. Chcę znowu zobaczyć moją szczęśliwą, uśmiechniętą, silną Mire, która zniknęłam wraz z wyjazdem do Francji. Zamknij ten rozdział i zacznij następny, bez niego. Spróbujesz? – zapytał przytulając mnie. Potrząsnęłam tylko twierdząco głową.
Rodri wyszedł, a mi po chwili zrobiło się nie dobrze. Pobiegłam do łazienki i zwymiotowałam. Blada spojrzałam w swoje odbicie w lustrze. Wyciągnęłam z szafki kalendarzyk i usiadłam na brzegu wanny.  Zaczęłam liczyć dni, okres spóźniał mi się ponad dwa tygodnie, do tego jeszcze te mdłości. ‘Przecież ja nie mogę być w ciąży’ pomyślałam.  Schowałam twarz w dłonie i znowu zaczęłam płakać. Byłam przerażona. Postanowiłam udać się do lekarza jeszcze dzisiaj. Doprowadziłam się do porządku. Umalowałam się, ułożyłam włosy. Założyłam jeansowe krótkie spodenki, luźny beżowy top i tego samego koloru sandałki. Na szyi zawiesiłam długi naszyjnik z piórkiem, a na nadgarstku bransoletkę. Na kartce napisałam ‘Będę wieczorem. M.’ i zostawiłam kartkę na stole w kuchni. Wzięłam torebkę, okulary przeciwsłoneczne i wyszłam z domu. Było dzisiaj strasznie gorąco, słońce mocno świeciło, wiatr w ogóle nie wiał. Postanowiłam złapać taksówkę, ponieważ o tej godzinie w metrze będzie straszny tłok. Dojechałam po klinikę, pielęgniarka powiedziała mi, że muszę chwilę poczekać. Usiadłam w poczekali, jednak długo nie musiałam oczekiwać mojej lekarki. Dziesięć minut później byłam już w gabinecie. Doktor González zrobiła mi badanie  
\USG i powiedziała po chwili:
- Gratuluję, jest Pani w ciąży.
- Co? – zapytałam z niedowierzaniem.
- To trzeci tydzień. Proszę spojrzeć tutaj, – pokazała na ekran – ta mała rodzynka to jest Pani maleństwo. – powiedziała z uśmiechem, a mi łza spłynęła po policzku. - Proszę nie płakać. Wszystko będzie dobrze. – starła żel z mojego brzucha i dodała – Widzimy się za trzy tygodnie. Do zobaczenia.
- Dziękuję. Do widzenia.
Przez kolejne godziny błąkałam się uliczkami Barcelony. Miałam rozpocząć nowy rozdział w swoim życiu, bez Alexisa. To już nigdy nie będzie możliwe, jego cząstka zawsze będzie przy mnie. Moje maleństwo będzie mi zawsze o nim przypominać. Kiedyś marzyłam o wspaniałym mężu i gromadce dzieci, ale to wszystko miało dziać się później. Mam 20 lat, nieskończone studia, i ojcem mojego dziecka jest facet, który zostawił mnie bez słowa wyjaśnienia. Świetnie. Z rozmazanym makijażem przekręcałam klucz w zamku do mieszkania.
- Jesteś, już się martwiłem. Kolacja prawie gotowa. – zawołał Rodrigo. Stanęłam w progu kuchni i spojrzałam smutno na mojego brata. Ten odwrócił się, gdy tylko mnie zobaczył rzucił krojenie papryki i podszedł do mnie. – Co się stało? Gdzie byłaś? – na te słowa znowu wybuchłam płaczem i przytuliłam się do Rodriego.
- Nigdy o nim nie zapomnę. Nigdy nie zamknę tego rozdziału. Nie teraz, gdy… - umilkłam.
- Mire spójrz na mnie. – poprosił i podniósł mój podbródek.
- Jestem w ciąży. – wyszeptałam. Rodrigo nic nie odpowiedział tylko mnie mocno przytulił. – Będziesz wujkiem.
- Spokojnie. Damy sobie radę. Pomogę Ci. Nie możesz się teraz denerwować, słyszysz?
Wiele razy myślałam, że jest już dobrze, że daję sobie radę z tą całą sytuacją, ale tak nie jest. Chciałabym przestać go kochać, ale nie potrafię. Tęsknie za nim, za jego uśmiechem, za jego zapachem, za jego żartami i niespodziankami, ale nienawidzę go za to, że mnie zostawił, że jestem teraz sama, że mój mały skarb będzie się wychowywał bez ojca.

***


       Dokładnie dziewięć miesięcy później, 8 kwietnia 2010 roku na świat przyszedł Miguel Sánchez Briseño.  Był przecudowny, najpiękniejszy, MÓJ. Był moim małym skarbem, wokół którego kręcił się teraz cały mój świat. Im robił się starszy tym stawał się coraz bardziej podobny do Alexisa. Migi miał jego oczy, tak samo ciemne i hipnotyzujące. Wychowywałam go sama z wielką pomocą Rodrigo. Wiem, że bez niego nie dałabym sobie rady. 

------------------------

Wróciłam i jutro znowu wyjeżdżam, masakra. Człowiek nie ma czasu nic zrobić w związku z blogiem. :/ Napisanych rozdziałów do przodu mi ubywa a ja czasu na pisanie nowych nie mam. :< Mam nadzieję, że jak wrócę za dwa tygodnie to będzie tego czasu aż za dużo. Ale wracając to rozdziału... No i mamy buuum. Mire w ciąży. ;) Dzisiejszy rozdział jest ostatnim rozdziałem który dzieje się w przeszłości. Następny będzie już normalnie w 2014 roku. Bardzo dziękuję za przepiękne komentarze. <3 Jesteście kochane. Kolejny rozdział za dwa tygodnie, chyba że uda mi się jakoś dodać na obozie. Wasze blogi postaram się nadrobić w najbliższym czasie, obiecuje. 


Marcuś, na żywo jesteś jeszcze przystojniejszy niż na zdjęciach i w telewizji. Dziękuję ;*

Do następnego,
Ines ;*

środa, 23 lipca 2014

Pedir disculpas A.

Saint-Tropez,  lipiec 2009

            Była noc, leżeliśmy z Alexisem na plaży. Morze szumiało, gwiazdy i księżyc jasno świeciły. Mimo ciepłej nocy miałam gęsią skórkę. Pewnie, dlatego że miałam na sobie tylko krótką bluzkę z koronki i długa, plisowaną, seledynową spódnice do kostek. Na szczęście siedziałam wtulona w Alexisa, który próbował mnie rozgrzać.
- O czym tak myślisz? – zapytał po chwili.
- Za trzy dni mamy samolot, ty do Udine, ja do Barcelony. Nie chcę się z tobą rozstawać. – powiedziałam spoglądając na niego.
- Ja też nie chce. – odpowiedział, przegarnął moje włosy i zapytał - Widzisz ten księżyc? – wskazał na naturalną satelitę Ziemi, a ja pokiwałam twierdząco głową. – Gdziekolwiek jesteśmy zawsze patrzymy na ten sam księżyc, więc za każdym razem jak na niego spojrzysz pomyśl, że ja siedzę po jego drugiej stronie i też na niego patrzę. – spojrzałam na niego i delikatnie go pocałowałam. – Jesteś najlepszą rzeczą, jaka mnie ostatnio spotkała. Jesteś najwspanialsza, najpiękniejsza, po prostu najlepsza, Moja. Kocham Cię.
- Ja też Cię kocham. – odpowiedziałam patrząc mu w oczy. Czułam, że łzy szczęścia napływają mi do oczu. Znałam go niecałe dwa tygodnie, a nie widziałam poza nim świata. Był moim ideałem, z którym za kilka dni miałam się rozstać. Nie wiem jak to przeżyję.
- Nie płacz. – uśmiechnął się i namiętnie mnie pocałował. – Kiedyś zamieszkamy razem. Będziemy żyć obok siebie. Każdego dnia będziemy zakochiwać się w sobie na nowo. Będziemy coraz lepiej się poznawać. Będziemy się kochać, czasem nie lubić, kłócić i godzić. Będziemy budzić się obok siebie każdego ranka, ciesząc się swoją obecnością. Będziemy ze sobą w najtrudniejszych chwilach, wspierając się nawzajem. Będziemy płakać i śmiać się, a kiedy będzie trzeba milczeć. Nieważne, co będziemy robić. Ważne, że razem.
- To łzy szczęścia, że Cię mam. Kocham Cię. – przytuliłam się mocno do niego, oparłam głowę o jego klatkę piersiową i wsłuchiwałam się w dźwięk jego bijącego serca.

                Leżeliśmy w łóżku przykryci tylko cienkim prześcieradłem, z głową opartą na jego klatce piersiowej wsłuchiwałam się w jego szybko bijące serce. Alexis obejmował mnie ramieniem i oplątywał sobie moje włosy wokół palców.
- Będę za Tobą strasznie tęsknić. Pamiętaj, że bardzo Cię kocham. – powiedział szeptem.
- To brzmi jak pożegnanie. – delikatnie się podniosłam i spojrzałam na niego.
- Ciii. Śpij już. – pocałował mnie w czoło.
- Kocham Cię. – odpowiedziałam i wtulona w piłkarza zamknęłam oczy.

                Obudziły mnie promienie słoneczne wpadające przez okno do mojego pokoju. Pomrugałam kilka razy i otworzyłam oczy. Spojrzałam na poduszkę obok, była pusta. Ze zdziwieniem podniosłam się na łokciach i rozejrzałam po pokoju.
- Alexis? – zawołałam. Odpowiedziała mi głucha cisza. Postanowiłam sprawdzić w łazience, wstałam z łóżka i zajrzałam do sąsiedniego pokoju. Niestety tam również nie było piłkarza. – Alexis? – powtórzyłam wołanie. Nigdzie nie było jego rzeczy. Przez chwilę zastanawiałam się gdzie może być Chilijczyk. Pomyślałam, że może chciał mi zrobić niespodziankę i poszedł po śniadanie dla nas. Usiadłam na brzegu łóżka i głęboko westchnęłam. Wzięłam do ręki telefon i wykonałam połączenie do Sáncheza, niestety włączyła się sekretarka. Spojrzałam na szafkę nocną, zobaczyłam opartą o lampkę nocną kartkę złożona na pół. Wzięłam ją do ręki i rozłożyłam. W środku znajdowało się tylko krótkie „Przepraszam. A.”.

Do oczu momentalnie napłynęły mi łzy. W kółko czytałam to jedno zdanie. To niemożliwe. On nie mógłby tego zrobić. Powtórnie wykręciłam numer Alexisa, znowu bezskutecznie. Odezwała się poczta głosowa, ‘Tu Alexis, nie mogę teraz odebrać telefonu zostaw wiadomość.’ Postanowiłam się nagrać
- Alexis proszę Cię odbierz. Gdzie jesteś? Nie rób mi tego, nie zostawiaj mnie. Tak bardzo Cię kocham. – wybuchałam płaczem – Proszę Cię, odbierz ten cholerny telefon. – rozłączyłam się i szybko zaczęłam się ubierać. Założyłam jeansowe krótkie spodenki i białą koszulkę na naramkach. Pomyślałam, że Alexis może być jeszcze w swoim hotelu. Cała zapłakana, z rozmazanym wczorajszym makijażem i nieuczesanymi włosami biegłam uliczkami Saint-Tropez. Zmęczona wbiegłam do holu sporego budynku. W recepcji za ladą siedziała drobna blondynka z włosami do ramion. Ubrana była w firmowy uniform, na wysokości piersi przyczepiona była plakietka z imieniem Léonie. Przetarłam łzy i zapytałam:
- Czy Alexis Sánchez z pokoju 231 jest u siebie?
- Przepraszam, ale nie mogę udzielać takich informacji. – odpowiedziała spokojnie.
- Do jasnej cholery proszę odpowiedzieć tylko tak lub nie. Muszę to wiedzieć. – krzyczałam cała się trzęsąc. Dziewczyna smutno na mnie spojrzała i zaczęła coś sprawdzać w komputerze.
- Przykro mi. Pan Sánchez wymeldował się dwie godziny temu.
- Dziękuję. – rzuciłam i wyszłam z hotelu. Uderzyła mnie fala gorąca, łzy znowu napłynęły mi do oczu. Zostawił mnie, zniknął bez słowa wyjaśnienia, przecież mówił, że mnie kocha. Tak naprawdę byłam tylko jego zabawką.
Bez celu błąkałam się uliczkami Saint-Tropez. Nie miałam już siły płakać, stanęłam w cieniu przy ścianie jednej z kamienic. Z bezsilności osunęłam się przy niej i wzięłam telefon do ręki. Po raz kolejny próbowałam się dodzwonić do Chilijczyka. Znowu nikt nie odbierał, odezwała się sekretarka
- Alexis proszę, odbierz. Powiedz mi, że dostałeś jakiś ważny telefon z klubu i musiałeś wracać. Proszę, powiedz, że mnie nie zostawiłeś… - powiedziałam łamiącym się głosem.

                Późnym popołudniem wróciłam do swojego hotelu, nie mogłam dłużej wytrzymać w tym miejscu. Wszystko, każdy kąt, każda uliczka przypominała mi o Alexisie. O jego uśmiechu, oczach, czarującym głosie. O moim Chilijczyku, dla którego straciłam głowę. Wzięłam laptopa na kolana i sprawdziłam rozkład lotów. Jeszcze tego samego wieczora, za kilka godzin miał odlatywać samolot do Barcelony. Szybko zarezerwowałam bilet i zaczęłam się pakować. Nic już mnie tutaj nie trzymało. Wkładając rzeczy do torby wspomnienia wracały. Wszystkie czule słówka, wszystkie pocałunki, wszystkie noce i dni, teraz nic mi po nim nie zostało, oprócz głupiej kartki z napisem „Przepraszam”. Chwyciłam do ręki książkę i nagle wyleciało z niej zdjęcie. Jedyne nasze wspólne zdjęcie, jakie miałam. Zrobiliśmy je sobie w budce fotograficznej w Cannes. Jedna, wąska tekturka, na której znajdowały się trzy mniejsze zdjęcia naszej roześmianej pary. Na pierwszym dawałam mu całusa w policzek, na drugim się całowaliśmy, a na ostatnim robiliśmy śmieszne miny. Schowałam zakładkę do książki i z bezsilności wrzuciłam ją to walizki. Opadałam na łóżko i głośno zaczęłam płakać. Cały czas zadawałam sobie to samo pytanie, dlaczego? Dlaczego mi to zrobił? Dlaczego mówił, że mnie kocha? Wtedy przypomniały mi się słowa mojej babci „Nic nie trwa wiecznie.”, miała rację. To były najpiękniejsze dziesięć dni mojego życia.
Zapięłam walizkę, doprowadziłam się do znośnego stanu. Mimo późnej pory założyłam okulary przeciwsłoneczne żeby nikt nie zauważył moich czerwonych i podpuchniętych oczu, i wyszłam z pokoju, w którym przeżyłam wiele wspaniałych chwil.

***

Jechałam czarno-żółta taksówką do domu. Był środek nocy. Mimo wszystko na ulicach Barcelony panował spory ruch. W sumie nie mogłam się dziwić, była noc z piątku na sobotę. Wszyscy jeżdżą albo wracają z imprez. Rodrigo się chyba mocno zdziwi, gdy zobaczy mnie w progu dwa dni wcześniej. Samochód podjechał pod moją kamienicę, w oknach naszego mieszkania nie paliło się żadne światło. Oznaczało to, że Rodri jest na mieście. Ucieszyłam się, bo nie wyobrażałam teraz sobie tłumaczenia mu wszystkiego.
Rzuciłam w kąt swoją walizkę, założyłam na siebie bluzę mojego braciszka i położyłam się do łóżka. Cały czas nie docierał do mnie fakt, że Alexis mnie zostawił. Miałam nadzieję, że jutro się obudzę, a to wszystko okaże się tylko złym snem. Tak bardzo chciałabym zobaczyć go jutro leżącego obok mnie. Uśmiechniętego od ucha do ucha, budzącego mnie słodkimi pocałunkami i mówiącego „Dzień dobry kochanie”. Ten dzień zapoczątkował zmianę mojego życia o 180 stopni. Zniknięcie Chilijczyka stopniowo, każdego mnie ciągnęło mnie na dół.


 ----------------

Witajcie. Kolejny rozdział specjalnie dla was. Tak jak wszystkie przewidziałyście koniec już tej sielanki. Alexis zniknął. Hue hue ;) Zostawiam wam do oceny zrozpaczoną Mire i uciekającego Alexisa. Nie będę się rozpisywać, bo taksówka zaraz przyjedzie. I fruuu do najpiękniejszego miasta na świecie.  Barcelono przybywam! <3



Do następnego,
Ines ;*

niedziela, 13 lipca 2014

Cannes

Saint-Tropez, lipiec 2009

Obudził mnie dotyk opuszków palców na moim ramieniu. Pomrugałam kilka razy i otworzyłam oczy, na poduszce obok leżał owinięty prześcieradłem Alexis, który gdy tylko zauważył, że nie śpię powiedział:
- Dzień dobry. - pochylił się i delikatnie mnie pocałował  - Jak się spało?
- Dzień dobry, a bardzo dobrze. - uśmiechnęłam się - Śniadanko, a później plaża? - zapytałam.
- Jak najbardziej, tylko będziemy musieli zahaczyć jeszcze o mój hotel. - odpowiedział.
Tak zaczynaliśmy prawie każdy nasz dzień. Z dnia na dzień poznawaliśmy siebie, swoje pasje, słabe punkty i dziwne zachcianki. Czas do południa spędzaliśmy na plaży, a popołudnia na zwiedzaniu okolicy, romantycznych spacerach, kolacjach. Wszystko to kończyło się później wspólną nocą.

***

Szykowałam się właśnie na kolację, założyłam krótką, dopasowaną, czarną sukienkę, którą kilka dni temu kupił mi Alexis. Włosy mocno skręciłam, zrobiłam makijaż, pomalowałam paznokcie. Na nogi założyłam czerwone szpilki, do ręki wzięłam małą torebkę kopertówkę i wyszłam z hotelu. Przed wejściem czekał na mnie Chilijczyk, ubrany w czarne spodnie i biała koszulę z podciągniętymi rękawami i niezapiętym guziczkiem przy kołnierzyku.
- Hej piękna. - powiedział z uśmiechem, chwycił mnie za rękę i przyciągnął do siebie.
- Hej przystojniaku. - odpowiedziałam, a ten wpił się w moje usta.
- Wyglądasz nieziemsko w tej sukience - powiedział - Chociaż bez niej jeszcze lepiej. - wyszeptał mi do ucha, a ja wybuchłam śmiechem.
Kolację zjedliśmy w naszej ulubionej restauracji w porcie. Serwowali tam najlepsze owoce morza w całym Saint-Tropez. Szliśmy wąskimi uliczkami miasteczka, gdy w pewnym momencie podszedł do nas starszy mężczyzna z koszem pełnym czerwonych róż i zapytał Alexisa:
- Kupi Pan różyczkę dla pięknej Pani? - piłkarz spojrzał na mnie, uśmiechnął się i odpowiedział:
- Ile Pan ich tam ma? 
- No z 30 będzie.
- Wszystkie poproszę. - mężczyzna z niedowierzaniem spojrzał na Sáncheza - 250 euro będzie w porządku?
- Alexis nie wygłupiaj się. - wtrąciłam się. Chilijczyk nie posłuchał mnie, wyjął z portfela gotówkę i dał ją Francuzowi. Po chwili z uśmiechem od ucha do ucha podał mi wielki bukiet róż. 
- Zwariowałeś. - skomentowałam i pocałowałam go w policzek.
- Dla Ciebie wszystko kochanie.

***

Siedziałam na brzegu łóżka, w koszuli Alexisa, która zakrywała moją czarną, koronkową bieliznę i notowałam coś w notesie. Obok mnie cichutko pochrapywał śpiący piłkarz. Wyglądał tak słodko, gdy spał. W pewnym momencie zobaczyłam, że zaczyna się budzić, nachyliłam się i pocałowałam go w usta.
- Dzień dobry. – wyszeptałam, Alexis zamruczał i zaspanym głosem powiedział
- Dzień dobry piękna. Wyspana?
- No powiedzmy. – powiedziałam ze śmiechem – Co dzisiaj robimy?
- Pomyślałem, że pojedziemy do Cannes. Wynajmiemy kabriolet, polansujemy się. Będziesz moją własną gwiazdą filmową. – mówił bawiąc się moimi włosami.
- A ty będziesz się bawił w szofera i paparazzi? – zapytałam, a piłkarz potwierdził. – Podoba mi się ten pomysł.
- Ale zanim pojedziemy muszę się jeszcze Tobą nacieszyć. – powiedział i zaczął całować mnie najpierw w usta, później po szyi, dekolcie. Nagle rozdzwonił się mój telefon. Chciałam wstać żeby odebrać, ale Alexis mi nie pozwalał.
- Muszę odebrać, poczekaj chwilę. – Chilijczyk z niezadowoleniem puścił mnie. Sięgnęłam telefon z szafki nocnej. Na wyświetlaczu zobaczyłam zdjęcie Rodrigo.

  •   No cześć braciszku. – powiedziałam.
  •   Już myślałem, że nie odbierzesz. Nie przeszkadzam? – zapytał.
  •   Nie nie.
  •   Co słychać u mojej ukochanej siostrzyczki?
  •   Wszystko w porządku. Nie dawno wstałam. – powiedziałam ze śmiechem, bo Alexis zaczął mnie łaskotać.
  •   Co będziesz dzisiaj robiła? Znowu na plaże idziesz? – zapytał. Jak zwykle musiał wiedzieć, co, gdzie, jak i z kim robię. Nadopiekuńczy był od zawsze.
  •   No za chwilę… Alexis głupku, zostaw mnie! – krzyknęłam do piłkarza, który nie pozwalał mi w spokoju porozmawiać – Za chwilę jedziemy do Cannes.
  •    To fajnie, ale chyba jednak przeszkadzam. Zadzwoń jak będziesz mogła. No i pozdrów go ode mnie. Kocham cię siostrzyczko, buziaki. – powiedział i rozłączył się.

Odłożyłam telefon na szafkę, spojrzałam na Alexisa i wybuchłam śmiechem.
- Ty to jednak jesteś nienormalny. – uderzyłam go poduszką.
- Tak chcesz się bawić? – ze śmiechem zaczął okładać mnie poduszką. I tak rozpętała się mała wojna. Po chwili w całym pokoju leżały białe piórka.
- Zapłacisz za te poduszki. – powiedziałam z uśmiechem opadając na łóżko.
- Dobrze. A dostanę buziaka? – nachylił się nade mną.
- Nie. – odpowiedziałam pewnie, a Chilijczyk zrobił smutną minkę. – Rodrigo Cię pozdrawia. Idę się wyszykować. – chciałam wyjść z łóżka, ale Alexis złapał mnie w pasie.
- Nigdzie Cię nie puszczę. No chyba, że dostanę słodkiego buziaka. – spojrzałam na niego i złożyłam krótki pocałunek na jego ustach. Gdy wstałam, piłkarz klepnął mnie jeszcze w tyłek. – Cudowny jest! – powiedział  z szerokim uśmiechem.
- Głupi jesteś. – pokręciłam głową i otworzyłam drzwi łazienki.
- I tak mnie kochasz! – krzyknął. Miał racje, zakochałam się w tym idiocie jak głupia.

***

Ubrałam się w krótkie spodenki koloru złotego, na górę założyłam cienką białą koszule z 3/4 rękawem, na nogi czarne sandałki na delikatnym obcasie. Do małej czarnej torebki włożyłam telefon, portfel i okulary przeciwsłoneczne. Gotowa do wyjścia wyszłam przed hotel gdzie w srebrnym kabriolecie porsche siedział uśmiechnięty od ucha do ucha Alexis. Jedną ręką trzymał kierownicę, drugą zgiętą opierał o drzwi samochodu. Gdy mnie zobaczył wyszedł z samochodu, podszedł do mnie i pocałował.
- Zdążyłem się stęsknić. - powiedział zalotnym głosem - Mam coś dla ciebie. - sięgnął na tylne siedzenie i wyciągnął duży, czarny kapelusz. Uśmiechnął się i założył mi go na głowę. - Teraz wyglądasz jak prawdziwa gwiazda filmowa. Zapraszam. - otworzył drzwi pasażera i pomógł mi wsiąść.
Podczas drogi bawiliśmy się świetnie: wiatr we włosach, uciekający kapelusz, śpiewanie głośno piosenek. Godzinna podróż minęła nam w mgnieniu oka. W Cannes chodziliśmy po deptaku, jedliśmy lody, weszliśmy też na plażę gdzie usieliśmy na gorącym piasku. Po południu udaliśmy się na czerwony dywanie i aleje sław. Tam przykładaliśmy nasze ręce do odcisków gwiazd. Alexis cały czas chodził z moja lustrzanką i robił mi zdjęcia. Ciągle powtarzał „Spójrz tutaj, uśmiechnij się, zrób słodką minkę, śpij mi buziaka, a teraz zapozuj najlepiej jak potrafisz”. Wtedy byłam już pewna, że wybór bycia po tej drugiej stronie obiektywu jest dużo lepszy. Później piłkarz wyjął swojego iphona i zrobiliśmy sobie kilka selfie. Po południu poszliśmy do restauracji w porcie gdzie zjedliśmy pyszną włoską pizze i wypiliśmy zmrożone lemoniady. Gdy wracaliśmy do samochodu na promenadzie stała budka do robienia zdjęć. Jak byłam mała zawsze chodziłam do takich z rodzicami i Rodrim. Świetna zabawa.
- Patrz, budka! Chodź zrobimy sobie zdjęcia. – powiedziałam uradowana.
- Nie masz już na dziś za dużo zdjęć? – odpowiedział ze śmiechem.
- Ale nie mamy razem takich ładnych, no proszę.
- Wiesz, że nie potrafię Ci odmówić. – odparł i pocałował mnie.
Zrobiliśmy dwie wersje zdjęć, jedna tekturka dla mnie, druga dla Alexisa. Była to chyba najlepsza pamiątka z Cannes i z całego wyjazdu do Francji. Późnym wieczorem wsiedliśmy do samochodu i wróciliśmy do Saint-Tropez.

***


Kolejne dni mijały w zabójczym tempie, z dnia na dzień zakochiwałam się w Alexisie na nowo i coraz mocniej. Ale te dni niestety zbliżały nas do rozstania, którego żadne z nas nie chciało. 

--------------------------
 Przybywam z kolejnym rozdziałem, kiedyś byłam z niego bardziej zadowolona, ale chyba nie jest aż tak źle. ;) Nawet nie wiecie jak się cieszę, że jest tyle komentarzy. Dziękuję ;*
Dzisiaj finał mundialu, będę za nim tęsknić. :c Przyzwyczaiłam się do tylu meczy w ciągu tygodnia. Dzisiaj jestem całym sercem za Leosiem, za Argentyną. <3 #VamosArgentina! 

Nadal nie mogę się pogodzić z tym, że moja Mysza odeszła. :< Londyn najpierw zabrał mi Cesca, teraz Alexisa. Chyba sprowadzam jakieś złe fatum, o kim napisze bloga ten odchodzi. Chyba skończę pisać, bo jeszcze wszyscy nam odejdą i co będzie? :/

Adiós mi amor! <3 
Będę strasznie tęsknić za jego uśmiechem, ale chyba najbardziej za tymi podwiniętymi nogawkami spodenek. :P
Dziękuję, że byłeś taką wspaniałą inspiracją do bloga. 
Te quiero Alexis. ;*

piątek, 27 czerwca 2014

Au rendez-vous d'amour de Saint Tropez

Saint-Tropez, lipiec 2009

Obudziłam się nawet wcześnie, wzięłam szybki prysznic. Umalowałam się i ubrałam czarne krótkie spodenki z wysokim stanem i tego samego koloru luźną bluzkę ze średniej długości rękawem. Pod spód założyłam kanarkowy strój kąpielowy z czarnymi elementami. Zjadłam śniadanie w hotelowej restauracji. Ciepły croissant z dżemem figowymi i karmelowa kawa. Mmm pycha. Pogoda była dzisiaj prześliczna. Słońce mocno świeciło, niebo było nieskazitelnie czyste. Postanowiłam dzisiejszy dzień spędzić na plaży. W torbę plażową spakowałam ręcznik, olejek do opalania i książkę Nicholasa Sparksa „The Last Song”.
Na plaży było już trochę ludzi, szłam po ciepłym piasku rozglądając się za wolnym miejscem blisko morza. Nagle na kogoś wpadłam.
- Przepraszam. - powoli podnosiłam głowę, aby zobaczyć twarz tej osoby. Pomarańczowe kąpielówki, idealnie wyrzeźbiona klata i czekoladowe oczy, które już znałam. – Alexis. – wybuchałam śmiechem.
- Pierwszy raz uważam za przypadek, ale drugi za przeznaczenie. Chyba jesteśmy sobie pisani. Ślicznie wyglądasz. – powiedział i pocałował mnie w policzek.
- Dziękuję. A czy jesteśmy sobie pisani to się jeszcze okaże. – odpowiedziałam z uśmiechem. – Ale nie powiem, fakt, że wpadam na Ciebie już drugi raz jest intrygujący.
- Przyciągam się jak magnes. – powiedział z zalotnym uśmiechem. – Jeżeli już jesteś to może dotrzymasz mi towarzystwa? Bo leżę tu taki samotny i smutny. – zrobił oczy kota ze Shreka.
- Jak tak ładnie prosisz.  – po raz kolejny wybuchał śmiechem.
- Mówiłem Ci już, że masz śliczny śmiech? Taki słodki, ale zarazem uwodzicielski. – mówił oplątując moje włosy na palcach.

Rozłożyłam swój ręcznik na leżaku koło Alexisa. Położyłam się i chciałam w ciszy się poopalać, lecz przy moim towarzyszu było to niewykonalne. Co chwilę o coś pytał, opowiadał kawały, nie potrafił przez chwilę usiedzieć w miejscu, wszędzie było go pełno.
- Alexis, czy ty potrafisz, chociaż przez minutę nic nie mówić? Proszę cię o pięć minut spokoju. – spojrzałam na niego błagalnie.
- Phi. Foch. Nie odzywam się do Ciebie. – udał obrażonego.
- Alexis no. Nie obrażaj się.
- Miałem ci dać spokój to daje. – głęboko westchnęłam i zapytałam.
- Co mam zrobić żebyś przestał się gniewać?
- Chcę buziaka. Tutaj. – pokazał na swój policzek. Podeszłam do niego i usiadłam mu na kolanach. Złożyłam soczysty pocałunek na jego policzku.
- Tak może być? – zapytałam.
- Jeszcze w drugi poproszę. – uśmiechnął się.
- A gwiazdkę z nieba też byś chciał?
- Wolałbym Ciebie. – wyszepnął mi do ucha.
- Wariat. – powiedziałam i trzepnęłam go w głowę. – Idź lepiej po coś do picia.
- Niech będzie. – wziął mnie na ręce i położył na moim leżaku. – Zaraz wracam piękna.
Doczekałam się spokoju, wyjęłam z torby książkę, położyłam się na brzuchu i zaczęłam czytać. Po chwili usłyszałam dźwięk smsa. Bez przekonania podniosłam się i poszukałam mojego iphona. Na wyświetlaczu zobaczyłam zdjęcie Rodrigo. Uśmiechnęłam się do wyświetlacza i odczytałam wiadomość. „Jak się bawisz siostrzyczko? Ja umieram z nudów w pracy. L Jak dobrze, że nie poszłaś w moje ślady i nie wylądowałaś w banku tak jak ja. Nie będę przynudzał, zadzwonię jutro. Buziaki ;*” Mój braciszek dwa miesiące temu się obronił i jest magistrem ekonomi i bankowości. Zawsze miał łeb do liczb. Teraz marudzi, bo musi odwalać czarną robotę. Jest bardzo ambitny, od razu pewnie chciałby być kimś. W sumie, kto by nie chciał? Rodrigo jest starszy ode mnie o pięć lat. Zawsze był kochającym, starszym bratem, który pomagał jak tylko mógł. Czy to przy pracy domowej z matmy czy wtedy, gdy musiał mnie kryć jak w nocy wymsknęłam się na imprezę. Nie raz wstawił się za mną przed rodzicami. Nie raz pozwalał mi się wypłakać na jego ramieniu. Rodri jest idealnym starszym bratem i facetem. Nie mogę zrozumieć, dlaczego nie potrafi zatrzymać przy sobie dziewczyny dłużej niż trzy miesiące. Jest mądry, przystojny, opiekuńczy, zabawny. Mam nadzieję, że niedługo znajdzie swoją księżniczkę.

Odpisałam tylko krótkie „Jest wspaniale, dziękuję. Buziaczki ;*” i powróciłam do swojej lektury. Długo nie było mi dane cieszyć się ciszą. Po chwili usłyszałam radosny krzyk Alexisa.
- Wróciłem! I mam przepyszne koktajle. – momentalnie się odwróciłam w jego stronę i zapytałam szybko.
- Jaki smak?
- Truskawka z bananem. – uśmiechnęłam się szeroko i wyciągnęłam ręce w stronę napoju. Był przepyszny, tym bardziej, że jest to mój ulubiony smak.
- Idę się wykąpać, idziesz ze mną. – powiedział chwilę po tym jak skończyliśmy pić koktajle.
- Nie, poczytam sobie.
- To nie było pytanie. – odpowiedział po chwili.
- Ale ja nigdzie nie idę. Przyszłam się poopalać. – odparłam.
- Tylko tak ci się wydaje. – podszedł do mnie, podniósł mnie i przerzucił sobie przez ramię.
- Alexis, do cholery zostaw mnie bałwanie. – nic nie odpowiedział tylko nadal szedł w kierunku morza. – Ludzie się patrzą. Puść mnie. – krzyczałam.
- Przykro mi skarbie, ale nie. – biłam go po plecach, wyrywałam się, ale nic to nie dało. Po chwili Alexis miał już wody po pas. Palce moich stóp zaczynały się zamaczać.
- Okej wygrałeś. Tylko nie idź już dalej, proszę. – powiedziałam zrezygnowana. Nie słuchał mnie kompletnie tylko szedł coraz głębiej. Żeby nie spać oplotłam ręce wokół jego szyi.
- Tu jest idealnie. Tylko uważaj, bo tu już gruntu nie masz. – powiedział i zaczął mnie puszczać.
- Co? Jezu, nie. – krzyknęłam i oplotłam nogi w pasie Alexisa.
- Ty się boisz wody. – stwierdził i zaczął się śmiać.
- Wcale nie. – skłamałam.
- Tak? To dlaczego się tak kurczowo mnie trzymasz?
- No bo… No dobra, boję się. Zadowolony?
- Spokojnie księżniczko, trzymam cie. – powiedział.
- Mówiłam już, że cię nienawidzę?
- I tak wiem, że masz do mnie słabość. – spojrzał mi w oczy i jedną ręką przegarnął niesforny kosmyk moich włosów za ucho. Nasze twarze zaczęły się zbliżać, za chwilę byśmy się pocałowali, ale coś mnie powstrzymało.
- Jesteś nienormalny. Zanieść mnie na brzeg, proszę. – powiedziałam.
- Niech będzie. – odpowiedział zrezygnowany.

Siedziałam na leżaku z książką w ręku, ale cały czas nie mogłam się skupić. Moje myśli skupiały się nad tym, co się przed chwilą stało, w sumie, co mogło się stać. Nie wiem, dlaczego go nie pocałowałam. Alexis był moim ideałem, mimo, że znaliśmy się niecałe dwa dni. Był przystojny, wysportowany, zabawny, słodki, potrafił mnie rozbawić. Cudowny. Jednak coś mnie powstrzymało. Z zamyśleń wyrwał mnie piłkarz, który stał nade mną i zasłaniał mi słońce.
- Robisz to specjalnie prawda?
- Żebyś wiedziała. Gdzie idziemy wieczorem? – zapytał.
- A gdzieś idziemy?
- Tak. Proponuje kolacje, a później spacer. Co ty na to?
- Nie masz mnie jeszcze dosyć? – odpowiedziałam z uśmiechem.
- Ciebie? Nigdy. O 19 będzie okej?
- Tak. Będę czekać. A teraz możesz mi odsłonić słońce.

Nic nie odpowiedział tylko głęboko westchnął. Położył się na swoim leżaku i zaczął bawić się komórką. Na plaży byliśmy jeszcze kilka godzin. Około godziny 17 zaczęliśmy się zbierać. Rozstaliśmy się pod moim hotelem. Wzięłam prysznic oczyszczający mnie z piasku i słonej wody. Zjadłam przepyszną brzoskwinię, którą kupiłam sobie po drodze. Stanęłam przed szafą i zastanawiałam się, co ubrać. Chciałam wyglądać zjawiskowo. Postanowiłam założyć pomarańczową sukienkę na ramiączkach z wycięciami w pasie. Na szyje założyłam złoty łańcuch, a na nogi białe kremowo-białe szpilki. Dobrałam do tego małą torebkę w kolorze butów. Zrobiłam makijaż, powieki pomalowałam brązowym cieniem, a usta ciemnym błyszczykiem. Włosy zostawiłam rozpuszczone. Okręciłam się dookoła własnej osi przed lustrem. ‘Idealnie’ powiedziałam sama do siebie. Spojrzałam na zegarek, za 10 minut była umówiona z Alexisem. Postanowiłam zejść już przed hotel. Piłkarz czekał tam już na mnie. Ubrany w jeansową koszulę i spodenki do kolan w kolorze cegły. Na stopach miał szare buty typu szczurki. Podciągnięte rękawy koszuli do łokcia i niezapięte trzy guziczki. Nie powiem, wyglądał genialnie.
- Wyglądasz… Wow. Zamurowało mnie. – powiedział Alexis.
- Właśnie widzę. Dziękuję. – pocałowałam go w policzek. – To gdzie mnie dzisiaj zabierasz?
- Niespodzianka. Zaufaj mi. – objął mnie ramieniem i ruszyliśmy. Przez całą drogę piłkarz opowiadał o swojej karierze, o tym jak marzy żeby kiedyś zagrać dla Blaugrany. Było widać, że piłka nożna to nie tylko jego praca, ale też ogromna pasja. Mówił też o swojej rodzinnej miejscowość. Z tego, co się dowiedziałam, jest to małe miasteczko na północy Chile położone na wybrzeżu Oceanu Spokojnego. Ponoć bogata dzielnica w porównaniu do biednej jest strasznie mała i przepaść między nimi jest ogromna. Alexis jak tylko może pomaga Tocopilli finansowo.
- Jesteśmy. – powiedział, gdy dotarliśmy do małej zatoczki. Po środku plaży, na rozłożonym dywanie stały dwa drewniane fotele i zastawiony stół. Wokół porozstawiane były lampiony i doniczki z egzotycznymi kwiatami. Słońce już zachodziło powoli w morzu, na pomarańczowo-różowym niebie pojawiły się małe obłoczki. Wszystko to wyglądało niesamowicie.
- Tu jest przepięknie. – skomentowałam. – Kiedy zdążyłeś to zorganizować? 
- Tajemnica. – powiedział i podał mi kieliszek napełniony czerwonym winem. – A teraz zapraszam do stołu. – odsunął fotel żebym usiadła. Chwilę później zjawili się kelnerzy, nie mam pojęcia skąd oni się tam wtedy wzięli. Alexis z minuty na minutę mnie coraz bardziej zaskakiwał. To jest zbyt piękne żeby mogło być prawdziwe. Kolacja minęła na w bardzo miłej atmosferze. Żartowaliśmy, opowiadaliśmy różne historie, kilka razy Alexis wywołał u mnie łzy śmiechu. Słońce już zaszło, robiło się coraz ciemniej, na niebie zaczęły pojawiać się gwiazdy. W tle leciały różne romantyczne piosenki. W pewnym momencie piłkarz zapytał:
- Zatańczymy?
- Z chęcią. – odpowiedziałam i zdjęłam szpilki żeby się nie zapadać w piasku. Z głośników akurat leciało „High” Jamesa Blunta. Położyłam ręce na ramionach Chilijczyka, a on swoimi objął mnie w pasie. Kołysaliśmy się w rytm piosenki, spojrzałam mu głęboko w oczy i zapytałam:
- Czy ty na pewno jesteś prawdziwy? Jesteś zbyt idealny.
- Nie jestem idealny. – odpowiedział i nasze twarze zaczęły się do siebie zbliżać.
- Jesteś. – powiedziałam i go pocałowałam. On tylko na mnie spojrzał, uśmiechnął się i pocałował mnie jeszcze raz. Miał takie miękkie, ciepłe i słodkie usta. Całował tak delikatnie, jeszcze nigdy nie poznałam chłopaka który tak dobrze to robi. Jedną rękę zaczęłam przeczesywać jego krótkie, czarne włosy. A Alexis zaczął całować mnie po szyi, znalazł mój słaby punkt. – Idziemy do mnie czy do Ciebie? – wyszeptał mi do ucha.

- Do Ciebie jest bliżej. – odpowiedziałam i skradłam mu kolejny pocałunek. Założyłam swoje szpilki, chwyciłam go raz rękę i poszliśmy do mojego hotelu….

-----------
No i oficjalnie mamy wakacje! Ja co prawda już od środy, ale przemilczmy to. :P Przybywam do was z nowym rozdziałem, trochę dłuższym niż ostatnio. Mam nadzieję, że się spodoba. Bardzo dziękuję za wszystkie komentarze, ale proszę o więcej! :3 No to, życzę wam wspaniałych wakacji. Tymczasem lecę się dalej pakować.

Do następnego, 
Inés ;*

sobota, 14 czerwca 2014

L'amour c'est comme la mer à Saint Tropez

Saint-Tropez, lipiec 2009


                Nazywam się Mire Briseño Sierra, mam 20 lat i mieszkam razem z moim starszym bratem Rodrigo w Barcelonie. Nasi rodzice od czasu moich 18 urodzin podróżują po świecie. Co pół roku zmieniają miejsce zamieszania. Teraz, o ile się nie mylę są w Australii. Studiuję fotografię, dwa tygodnie temu zdałam licencjat celująco. Mój braciszek ufundował mi wakacje w Saint-Tropez, i oto jestem. Jest tu przepięknie. Małe, kolorowe kamieniczki, lazurowe morze, plaże, kluby. Czego chcieć więcej?

***

                Po przylocie z gorącej Barcelony zakwaterowałam się w małym hoteliku w porcie. Pokój był urządzony w stylu francuskim, błękitne ściany, duże łóżko, i wiszące nad nim lustro w szerokiej, białej ramie. Z sufitu zwisał kryształowy żyrandol. Okno z którego miałam widok na cały port przysłaniały bladoniebieskie zasłony.  Rozpakowałam się i wzięłam szybki, odświeżający po podróży prysznic. Założyłam nową, różową sukienkę dłuższą z tyłu i brązowe sandałki. Moje ciemne, długie, falowane włosy zostawiłam rozpuszczone.
Wzięłam małą torebkę oraz mój ukochany aparat i wyszłam z hotelu. Słońce było już popołudniowe, nie grzało tak mocno, ale nadal pięknie świeciło. Plaże pustoszały. Ludzie powoli się zbierali. Zdjęłam sandały i ruszyłam w kierunku morza. Piasek był taki miękki i ciepły, wzięłam do ręki aparat i zaczęłam robić zdjęcia. Kochałam robić zdjęcia, gdziekolwiek byłam robiłam ich mnóstwo. W liceum mój brat dostrzegł, że są wyjątkowe i zgłosił mnie do konkursu. Wygrałam jeden, drugi, trzeci, aż zaczęłam to brać na poważnie. Testy na studia zdałam bez problemu, wszystkim podobały się moje prace.

Szłam wąskimi uliczkami Saint-Tropez, gdy w podwórzu jednej kamieniczki dostrzegłam staruszkę siedzącą przy dużym stole. Po środku, na koronkowej serwecie stało czarno-białe zdjęcie mężczyzny. Od razu chwyciłam aparat i zrobiłam kilka zdjęć. Takie fotografie lubię najbardziej. Niecodzienne sytuacje. Robienie zdjęć pozującym modelką jest nie dla mnie. Nie widzę w tym nic szczególnego i wyjątkowego.
Szukałam czegoś w torebce, gdy potknęłam się. Wylądowałabym na chodniku jak długa gdyby ktoś mnie nie złapał. Mój wybawca okazał się mega przystojniakiem. Był wyższy ode mnie, miał ciemniejszą karnację i idealnie wyrzeźbione ciało. Miał ciemne, krótko odcięte włosy i czekoladowe oczy z niesamowitym błyskiem. Ubrany był w białą koszulkę z dekoltem w serek i czarne krótkie spodenki. Na nogach miał szare Conversy.
- Nic Ci nie jest? – zapytał po hiszpańsku.
- Na szczęście jestem cała. Dziękuję. Pewnie gdyby nie ty, oprócz mnie ucierpiałby na tym mój aparat, a to już nie byłoby takie fajne. – odpowiedziałam.
- Nie ma, za co. Robisz zdjęcia hobbistycznie czy zawodowo?
- I to i to. Ale teraz bardziej dla siebie. – uśmiechnęłam się.
- Tak w ogóle, Alexis jestem. – powiedział pokazując rządek swoich śnieżnobiałych zębów.
- Mire. Jeszcze raz dziękuję.
- Dasz się zaprosić na kolacje? – zapytał niepewnie.
- W sumie, dlaczego by nie? Z miłą chęcią. – nie potrafiłam mu odmówić. W Saint-Tropez byłam sama, a tak mogłam spędzić miłe popołudnie z przystojnym i miłym facetem.
- Tu niedaleko jest taka mała restauracja, serwują tam przepyszne owoce morza. Możemy tam iść.
- Prowadź. Przyjechałam dopiero dzisiaj, nie znam jeszcze dobrze miasta.

                Alexis miał rację, restauracja była prześliczna. Znajdywała się przy samej plaży, stoliki przykryte były białymi obrusami. Biała zastawa, kryształowe kieliszki, świece. Wszystko to nadawało romantyczny klimat temu miejscu. Gdy zobaczyłam ceny wszystkich potraw zrobiło mi się gorąco, średnio jedna kosztowała 60-70 euro. Alexis chyba to zauważył, bo od razu powiedział:
- Cenami się nie przejmuj, ja płacę. – uśmiechnął się. Mimo wszystko było mi głupio. Pieniędzy mi nie brakuje, mam z czego żyć, ostatnio coraz więcej zarabiam na zleceniach, ale jakbym wydawała codziennie takie kwoty na kolacje to bym zbankrutowała. Po chwili namysłu zamówiliśmy przepyszne krewetki i białe wino.
- Opowiedz mi coś o sobie. – powiedziałam robiąc łyk wina.
- Nazywam się Alexis Sánchez. Pochodzę z Chile, z małej miejscowości Tocapilla. Mój ojciec nie żyje, matka, gdy byłem jeszcze mały związała się z facetem o imieniu José, jest dla mnie jak ojciec. Mam młodszą siostrę Lise. Jestem piłkarzem, gram w włoskim klubie Udinese Calcio. Gra w piłkę od zawsze była moim marzeniem. W dzieciństwie grałem boso, w wieku 15 lat zostałem królem strzelców w miejscowym turnieju i burmistrz ufundował mi pierwsze korki. Do dzisiaj je mam, przypominają mi o tym skąd pochodzę i ile musiałem włożyć pracy w to żeby być tu gdzie jestem. W skrócie to tyle. Teraz ty mi coś opowiedz.
- Nazywam się Mire Briseño. Od zawsze mieszkam w Barcelonie. Hiszpanka, a w sumie Katalonka z krwi i kości.  Mam wspaniałego, starszego brata, który jest najcudowniejszy na świecie. Jest nie tylko bratem, ale też przyjacielem. Rodzice podróżują po świecie, mówią, że szukają swojego miejsca na ziemi. Niecałe trzy tygodnie temu obroniłam licencjat, jestem fotografem. Od zawsze kochałam robić zdjęcia. Do dzisiaj mam swój pierwszy aparat. 
- Taka piękna dziewczyna mogłaby być modelką, a nie autorką zdjęć. – powiedział z uśmiechem.
- Nie przesadzaj. – czułam, że się rumienię.
- Nie przesadzam. Jeszcze jak mi powiesz, że jesteś wolna to zalecałbym wszystkim Hiszpanom udanie się do okulisty.  Bo nie wiem gdzie oni mają oczy. – odpowiedział, a ja wybuchłam śmiechem. – No co, taka prawda?
- Słodki jesteś. – uśmiechnęłam się. – Pójdziemy już? Późno się zrobiło.
- Jasne. Chodź. – wstaliśmy i wąskimi uliczkami ruszyliśmy w kierunku mojego hotelu. Przez całą drogę żartowaliśmy, rozmawialiśmy i śmialiśmy się. W jego towarzystwie czułam się bardzo dobrze.
- Spotkamy się jeszcze? – zapytał z nadzieją w głosie, gdy byliśmy już pod hotelem.

- Wiesz gdzie mnie szukać. Jeszcze raz dziękuję, za ratunek i przemiły wieczór. Do zobaczenia. – pocałowałam go w policzek i weszłam do budynku. 

------
I mamy pierwszy rozdział. Przez kilka pierwszych rozdziałów cofniemy się w czasie, do 2009 roku, gdy Mire i Alexis się poznali. Mam nadzieję, że wam się spodoba. ;) Jestem pod ogromnym wrażeniem, nie spodziewałam się tylu komentarzy pod prologiem. Jesteście kochane ;* Mam tylko małą prośbę, wpiszcie swoje aski czy co tam chcecie do zakładki INFORMOWANI. Ułatwi mi to zawiadamianie was o nowościach, będzie szybciej, łatwiej i przyjemniej. Życzę miłego czytania!

Do następnego, 
Inés. ;*